...Zbieranie owoców nie sprawia kłopotów. Łączy się tylko z wysiłkiem fizycznym. Dopatrzenie się natomiast śladów człowieka, które po sobie zostawił, wymaga znacznie więcej: subtelności, wrażliwości, specyficznego "węchu". W każdym z nas ten zasób możliwości jest. Trzeba tylko wskazania, drobnego zasygnalizowania, by samemu odczytać, by samemu to dostrzec. Widziałem to na twarzach moich słuchaczy: młodzieży i nauczycieli, których zebrałem przed domem dziewcząt. Zasłuchanych, poruszonych, wzruszonych! Jakie to było niesamowite!

Wrzesień 1939 rok i kolejne lata okupacji, na stałe wpisały się w nasze Laskowskie środowisko. Jakie bogactwo tych treści! Nie tylko tragedii zniszczenia, śmierci, cierpienia, które zostały na kartach wspomnień, czy grobów na cmentarzu zakładowym, ale również jak chociażby leciwa brzoza która jeszcze stoi przed domem dziewcząt z wyrytą ręką niemieckiego żołnierza, czytelną jeszcze datą: "1939" (po latach ów Niemiec odwiedził nasz zakład i szukał tego śladu zostawionego po sobie). Ale przede wszystkim postacie naszych Sióstr, pracowników i świeckich ukazujących bogactwo i piękno postaw, nie zatraconego człowieczeństwa z jego wartościami moralnymi, mimo doświadczanego bestialstwa, jakie niesie ze sobą wojna. Tym razem chcę przybliżyć niektóre z nich.

Siostra Katarzyna. Lekarz, z doskonałą znajomością języka niemieckiego. Została wyznaczona przez Matkę Czacką na kierowanie nieliczną gromadką 9 sióstr, którym została powierzona opieka nad zakładem. Reszta sióstr i mieszkańców opuściła zakład i udała się pieszo pod osłoną nocy do Warszawy na ul. Wilczą 4 oraz gromadka dzieci niewidomych przewieziona samochodem. Organizuje i kieruje szpitalem wojennym. Zbiera rannych po lesie mimo stałego zagrożenia i przenosi ich do budynku szpitalnego, w którym z wielkim poświęceniem pracuje niewielka liczba personelu pielęgniarskiego pod kierunkiem siostry Róży. Nie ustają w opatrywaniu rannych, ratowaniu życia przy braku środków i braku chirurgów. Mimo walki i padających pocisków, mimo wbiegania walczących do szpitalnego budynku, trwały niezłomnie na stanowisku. Po ustaniu walk porządkują tereny, przywracają "normalne" im funkcjonowanie.

Piękno i wartość s. Katarzyny ukazuje następujący epizod. Zrywa ją ze snu głośne pukanie do drzwi domu św. Franciszka. Wychodzi w koszuli - a była już zima - na bosaka i widzi w drzwiach trzech zziębniętych niemieckich lotników. Prowadzi ich do stołówki, podaje gorącą herbatę i pozwala na nocleg. Wraca do siebie. Za chwilę budzi ją ze snu nasz pracownik p. Jan Szkolik zaangażowany w konspirację i prosi o zgodę na "zlikwidowanie" Niemców. Spotkał się z kategoryczną odmową! Nie uczynił żadnego kroku wbrew poleceniu Siostry! Tej samej jeszcze nocy trzech kolejnych niemieckich lotników budzi s. Katarzynę ponownie w poszukiwaniu zaginionej trójki. Prowadzi ich do stołówki, gdzie już tamci spali. Innym razem na konną platformę jadącą do Warszawy, za zgodą siostry Katarzyny dosiada się uzbrojony Niemiec. Wspomniany pracownik ponownie uprasza s. Katarzynę o zgodę na "zlikwidowanie" Niemca. I tym razem dostał kategorycznš odprawę. Posłuchał zalecenia siostry. Ona decydowała o bezpieczeństwie wszystkich jej podległych.

Od 1940 roku zaczęto przenosić pochowanych na terenie zakładu i w jego okolicach żołnierzy na cmentarz wojenny. Natrafiono na zbiorowe mogiły w których były drewniane tablice napisane przez niemieckich żołnierzy: Hier liegen polnische Helden - Tu spoczywają polscy bohaterowie, albo Hier liegen tapfere polnische Soldaten - Tu spoczywają dzielni żołnierze polscy.

25 września Matka Czacka w wyniku bombardowania w Warszawie, zostaje ranna. Odłamek utkwił w oku, cała twarz zakrwawiona. Budzi podziw wśród mieszkańców swoim spokojem, swoim trwaniem na modlitwie. Przechodzi operację, w piwnicy, przy lampie karbidowej bez znieczulenia, stale spokojna i rozmodlona. Dopiero po operacji powiedziała, że nigdy nie doświadczyła takiego bólu jak tym razem.

Po rozwiązaniu przez Niemców Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi, kierownictwo zakładu przejęła s. Wacława. Działa w porozumieniu z Matką Czacką i p. Antonim Marylskim. Zaczęto zabezpieczać zniszczone budynki. W domu dziewcząt ulokowano mężczyzn i chłopców. Dziewczęta zamieszkały w domu św. Alojzego. Podjęto naukę szkolną. P. Henryk Ruszczyc organizuje w tym domu warsztaty szczotkarskie, które przynoszą pewne dochody. Utrzymanie jednak zakładu opiera się przede wszystkim na kwestach, które organizują nieprzerwanie siostry niezależnie od pory roku. Głodowano, bywały dni bez posiłku. Siostry służą pomocą okolicznej ludności, udzielają schronienia. Przyjmują każdego. Niemcy często wpadają do zakładu. Za każdym razem s. Wacława jest przy nich. Bywało, że Niemcy opuszczali zakład bez słów gdy tylko zmierzyła ich od stóp do głów swoim wzrokiem.

Z Pruszkowa przyjeżdżał do zakładu niemiecki żołnierz wizytować warsztaty. Niemiec, który słynął ze strzelania do ludzi na ulicach Pruszkowa, kiedy znalazł się na terenie warsztatów, odstawiał broń w gabinecie p. Ruszczyca.

Zakład przygotowuje się na każdą okoliczność. Przeżywana jest okupacja, z którą naród się nie godzi. Trwają przygotowania do powstania. Dom dziewcząt spełnia warunki szpitalne. Na parterze umieszczano rannych Niemców. Na wyższych piętrach Polaków, z ostrzegającym napisem na drzwiach: "uwaga tyfus", a wyjątkowych oraz Żydów na strychu, który wzbudzał swoim widokiem stan zagrożenia. Niemcy, czy Ukraińcy, którzy wchodzili do tego domu, w obawie przed zarażeniem się, czy zawaleniem strychu, nie przestępowali tych progów. W połowie sierpnia 1944 r. mieszkańcy domu dziewcząt zostają porwani niesamowitym koncertem narodowych melodii dętej orkiestry. Ranni Niemcy leżący na parterze, nakrywają kołdrą głowy w przerażeniu - powstanie osiągnęło zwycięstwo! Inni wybiegają przed dom, albo wychylają się przez okna i widzą węgierską wojskową orkiestrę, która stoi przed domem grając polskie narodowe melodie. Węgrzy stacjonowali w Hornówku, wiosce leżącej blisko Lasek. Sprowadzeni przez Niemców, mieli stanowić zaporę dla przejścia partyzantki do Warszawy. Po tym fakcie, Niemcy przenieśli Węgrów na inne frontowe miejsce, a w ich miejsce sprowadzono Ukraińskie oddziały, które takiego przyjaznego nastawienia do Polaków już nie okazały. Wprost przeciwnie, swoją postawą i "zaangażowaniem" budziły zdumienie samych Niemców.