Swoje gorące jeszcze wrażenia spisała Beata Dłutek, uczennica III klasy zaw.
16 maja dwie klasy (III a i III b zawodowe) poleciały samolotem do Rzymu. Z lotniska Fiumicino jechaliśmy autokarem i po drodze mijaliśmy Zamek Anioła.
W Domu Pielgrzyma u Ojców Orionistów słyszałam język włoski (si, si, grazia, prego, bongiorno, buonanotte, arivederci, ciao). Ale nas dobrze przyjęli!
Były pyszne jedzonka! makarony, makarony, a na drugie danie mięso, frytki, cukinia. Kto chciał, to pił kawę, a ja piłam czekoladę na gorąco. Jakie były wygodne łóżeczka! Żałuję tylko, że nie było śpiewów włoskich.
Pierwszego dnia byliśmy jeszcze na spacerze. Drugiego dnia zwiedzaliśmy Katakumby i byliśmy na lodach, potem Bazylika św. Jana na Lateranie i w Kościele "Quo vadis".
Razem z Anią Śledziewską moczyłam ręce w fontannie di Trevi.
Środa. Rano pojechaliśmy na Plac św. Piotra na audiencję z Benedyktem XVI. Papież powiedział kilka zdań w różnych językach, też po polsku. Śpiewaliśmy "Ojcze nasz" po łacinie (Pater noster qui es in coelis...). Na koniec było błogosławieństwo.
Później zwiedzaliśmy starożytny Rzym: Koloseum, Panteon, Forum Romanum. Można było dotykać kolumny i mury. Jedliśmy lody z bitą śmietaną.
We czwartek byliśmy w Bazylice św. Piotra. Modliliśmy się przy grobie Błogosławionego Jana Pawła II. Na straganie niedaleko bazyliki kupiłam sobie miniaturkę tego Kościoła i małe popiersie Jana Pawła II. Byliśmy w Watykanie, w Grotach Watykańskich. Potem byliśmy w Bazylice św. Jana na Lateranie.
Wchodziłam na kolanach na Święte Schody (Scala Sacra). Po tych schodach prawdopodobnie Pan Jezus szedł do Piłata.
W piątek pojechaliśmy kolejką nad morze Tyrreńskie. Mówili stacje po włosku Chodziliśmy po piasku, opalaliśmy się, moczyliśmy nogi w zimnej wodzie. Jedliśmy kanapeczki, rogaliki, pomarańcze i piliśmy włoską wodę mineralną. Później poszliśmy na pizzę "Italiana" i piliśmy colę. Potem pojechaliśmy do Bazyliki Matki Bożej Większej (Śnieżnej). W sobotę byliśmy w Bazylice św. Pawła za Murami. Widzieliśmy tu figurę św. Pawła, jak był ścięty mieczem obosiecznym. W każdej Bazylice ksiądz Grzegorz odprawiał Mszę Świętą. Wróciliśmy autokarem znowu na lotnisko Fiumicino. Nie chciałam wracać. Mało nie było łezki w oku... Ja dokładnie nie pamiętam, co było którego dnia, bo mi się miesza, ale to tak na gorąco!
Chciałabym pojechać do Rzymu jeszcze raz... Było ciekawie. Beata Dłutek

























|