|
Cała społeczność Szkoły Świętego Maksymiliana brała udział w uroczystości pogrzebowej. Towarzyszyliśmy naszemu koledze, przyjacielowi, wieloletniemu nauczycielowi naszej szkoły (od 1992 roku) w Jego ostatniej drodze. Dawno nasza Kaplica w Laskach nie była wypełniona tak wieloma ludźmi, których połączyła miłość, przywiązanie i szacunek do jednej osoby. Wspomnienia: Uczniowie z klasy III Szkoły Zawodowej:
Pan Kazio był dla nas dobrym przykładem, autorytetem. Nauczył nas wielu rzeczy o metalu. Był dobrym człowiekiem, miał poczucie humoru i wiele cierpliwości do nas.
Zauważyliśmy, że miał wielu przyjaciół. Nigdy nie widział problemu nawet, kiedy przychodziliśmy niezapowiedziani do pracowni. Zawsze było dla nas miejsce i można było iść do Pana Kazia. Bronił słabszych i świetnie nas rozumiał. Nasza grupa internatowa dzień przed śmiercią była w szpitaliku, aby przy Panu Kaziu się pomodlić. Towarzyszyliśmy Mu, choć nie udało się nam już porozmawiać. Będzie nam bardzo brakowało Pana Kazimierza. Darek Pankiewicz, kl. III zaw.
Pan Kazimierz uczył mnie technologii ślusarstwa przez dwa lata. Był bardzo dobrym i wymagającym nauczycielem. Umiał wszystko dokładnie wytłumaczyć, kiedy czego nie mogłem zrozumieć. Był wciąż gotów, aby nam pomagać. O nic nie bałem się pytać, bo wiedziałem, że Pan Kazimierz jest cierpliwym nauczycielem. Przez ten czas bardzo zaprzyjaźniłem się z Panem Kaziem, którego mi teraz bardzo brakuje. Karol Kowalski, absolwent
Pan Kazimierz był człowiekiem radosnym i służącym pomocą. Ciągle chciał coś nowego robić. Byłem uczniem niezbyt dobrym, ale mogę powiedzieć, że p. Kazio nie dał się nigdy sprowokować moim wygłupom. Miał wiele cierpliwości. Wciąż była w Nim chęć nauczenia nas czegoś. Był "dobrym duchem warsztatów". Miałem to szczęście, że mogłem przy Nim wykonać moją prace dyplomową. Chciałbym, żeby było więcej takich ludzi jak p. Kazio: ciepłych, otwartych, pogodnych oraz życzliwych. Michał Jachimski, absolwent 2005 r.
Szkołę św. Maksymiliana skończyłem w 2005 roku. Chodziłem na metal do Pana Kazimierza Leszczyńskiego. Chciałem zacząć od tego swoje wspomnienia, że bardzo za p. Kaziem tęsknię. Pan mnie uczył technologii i materiałoznawstwa. Zacząłem od oceny niedostatecznej a skończyłem na dwóch ocenach dobrych. Dyrektor Warsztatów - Bolesław Jońca.
Pana Kazimierza poznałem w 1992 r., kiedy rozpoczął pracę w Szkole Specjalnej. Szybko dał się poznać jako sympatyczny i dobry kolega, gotów zawsze pomagać innym. Czynił to w sposób nie wymuszony i ciepły. Polubili go też uczniowie, dla których zawsze miał czas i propozycje atrakcyjnych zajęć, dostosowanych do możliwości każdego z nich.
Szczególną troską otaczał najsłabszych, których jest coraz więcej.
W każdym umiał znaleźć coś dobrego, co umiejętnie rozwijał i razem z nim cieszył się z najmniejszych nawet sukcesów. Przez wiele lat prowadził dodatkowe zajęcia w soboty, na które przychodzili wszyscy chętni wychowankowie, a było ich zawsze dużo.
Pana Kazimierza zapamiętam takiego, jakiego widziałem ostatni raz w czerwcu tego roku. W czasie kolejnej naszej rozmowy z radością mówił o tym, że już pokonał chorobę i czuje się bardzo dobrze. Opowiadał o planach wakacyjnych, o nowych pomysłach w pracy z uczniami w przyszłym roku szkolnym i że z niecierpliwością czeka na jego rozpoczęcie. Tak wspomina Pana Kazia dominikanin, Ojciec Eugeniusz Pokrywka
"Znałem go z czasów szkolnych. Szkołę w Laskach ukończył 1966 r. Jako uczeń był ambitny, pracował społecznie. W internacie działał w samorządzie internatowym. Był dobrym kolegą. Później miałem mało kontaktu z nim, ale przez ostatnie osiem lat widziałem go ciągle zatroskanego o dobro swoich uczniów. Swoje zadanie nauczyciela traktował bardzo poważnie i sumiennie. Był też dla mnie wzorem prawdziwego katolika". ![]() ![]() ![]() ![]() Zdjęcia z ostatniej pielgrzymki do Rzymu
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |