Wrażenia Justyny Drabińskiej z pielgrzymki do Oświęcimia, uczennicy III klasy Szkoły Zawodowej.

12 maja wyjechaliśmy z Lasek na pielgrzymkę do Oświęcimia. Po przyjeździe do Harmęż k/Oświęcimia mieliśmy chwilę przerwy, a po niej zjedliśmy obiad. O godzinie 15.00 przyszedł do nas ksiądz z Niemiec Manfred, który opowiadał nam o obozie i swoich kontaktach z odwiedzającymi to straszne miejsce. Potem był spacer wokół oświęcimskich stawów. Przy tych stawach w czasie wojny pracowali więźniowie. O 17.30 uczestniczyliśmy we Mszy Świętej odprawionej przez Księdza Marcina. Po kolacji spotkaliśmy się z Ojcem Stanisławem, franciszkaninem i misjonarzem.




Następnego dnia pojechaliśmy do obozu. Otrzymaliśmy słuchawki, przez które doskonale słyszeliśmy naszą Panią przewodnik. Opowiadała nam jak wyglądało życie w tym strasznym obozie. Ludzie byli tam przywożeni pociągami towarowymi. Byli w nich upychani, wielu zmarło w czasie podróży. Już na samym początku byli sortowani. Ci, którzy nadawali się do pracy zostawali przy życiu. Dzieci były odrywane od swoich matek. Reszta szła do krematorium. W ciągu doby ginęło setki ludzi. W obozie ludzie nie mogli używać swoich imion, wszyscy mieli numery. Wszystko po to, by zapomnieli, że są ludźmi.

W muzeum widzieliśmy za szybą okulary, ścięte włosy więźniów, prochy w szklanej urnie. Pewnego dnia z obozu udało się uciec jednemu z więźniów. Niemcy ustawili wszystkich na apelu w szeregu. Potem odliczali co dziesiątego i ten szedł na śmierć głodową. Ręka gestapowca wskazała Franciszka Gajowniczka. Ten zaczął rozpaczać, że ma żonę i dzieci. Wtedy wystąpił z szeregu Ojciec Maksymilian Kolbe i powiedział, że chce umrzeć za niego. Niemiec zgodził się i dziesięciu więźniów poszło na śmierć głodową do wyznaczonego bunkra. Kilka kilometrów od tego obozu znajduje się drugi obóz Birkenau. Pojechaliśmy tam i zwiedzaliśmy go. To wszystko było straszne. Ale taka była historia.